Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Alternatywa motyla - farba akrylowa, brystol

poniedziałek, 11 listopada 2013 14:13

Zdjęcie-0030.jpg 

 


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

martwa natura - farba akrylowa, płótno

sobota, 21 września 2013 11:58

 

 

 

Zdjęcie-0016grus.jpg

Gru.jpg


Podziel się
oceń
3
0
Tagi: owoce, obrazki

komentarze (1) | dodaj komentarz

California dreaming

czwartek, 19 września 2013 19:38

 

California dreaming

dla M.R., pamiętając rozmowy ,,na parapecie".

 

Leciałem, a nie spadałem

po kroku zrobionym nad przepaścią

oni i tak nazwą to jak zechcą

 

wciąż powtarzam słowa piosenek jak modlitwę

i nie proszę o nic więcej

niż zaprzeczenie nicości

 

najbardziej boli nieżyczliwość

nie gniew, nie porywczość

ale nieżyczliwość, bo nie potrzebuje przyczyny,

by istnieć

 

nie jestem pesymistą,

śmiem nawet twierdzić, że wręcz przeciwnie

ale to nie ma nic do rzeczy

i tak za jedno, jak i za drugie, zostałbym wyśmiany

 

Prawda zaś nie ma swojego czasu 

jest ciągle w ruchu,

jest nieustannym dążeniem

,,marzenie o Kalifornii w taki zimowy dzień"

 

może właśnie między innymi po to mamy siebie nawzajem,

by razem biec

nawet po zimnej, skalistej ziemi

 

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

praktyki

wtorek, 20 sierpnia 2013 12:10

Moje trwające trzy tygodnie praktyki były niesamowite!  Choć wracałam do domu padnięta, to tak bardzo mi ich już brakuje!



 Było fantastycznie! Praktyki odbyły się w firmie biotechnologicznej w Gdańsku, gdzie miałam okazję pracować z wieloma młodymi, bardzo życzliwymi ludźmi.

 

 Pierwszego dnia byłam mocno zestresowana, a dawane mi prace były, jak było się można w sumie spodziewać, kiepskie (ale cóż, tak jak na praktykach, powtarzałam to sobie wcześniej , że pewnie trochę będzie trzeba  ,,pozmywać", nie mniej jednak mój entuzjazm wcale przy tym nie osłabł): zmywanie, przygotowanie szkła do jałowienia, pod koniec zaś dano mi do przygotowania pożywkę i to było już ciekawsze - ale tu moja gafa, ze stresu nie byłam w stanie policzyć banalnej proporcji! ;(  Na szczęście, pracujące tam osoby były bardzo życzliwie i wyrozumiałe). Przez kolejne dni pierwszego tygodnia polecano mi proste, ale z czasem coraz lepsze zadania: robiłam bufory, pożywki, przygotowywałam żele poliakrylamidowe. Nikt mnie nie kontrolował, co było świetne tj. pokazywano mi jak działają dane sprzęty laboratoryjne, dawano zadanie do wykonania, a potem działałam juz sama :) ( jedynie w razie potrzeby zadawając pytania, na które odpowiadano mi z życzliwością) Tak minął tydzień pierwszy, choć należy dodać, że kiedy wykonałam dane zadanie to w sumie sama chodziłam i pytałam którąś z pracujących w laboratorium osób ,,czy ma coś w czym mogłabym jej pomóc". W ten sposób na początku tygodnia drugiego wkręciłam się w pracę z Agnieszką, choć na bardzo krótko, ponieważ proteina, nad którą pracowała wymagała jeszcze spędzenia dużej ilości czasu przed osobistymi notatkami. (trochę mnie to przybiło na początku, ale stwierdziłam, że nie ma co się poddawać, może kto inny będzie coś akurat dla mnie miał).Tym samym w środę poprosiłam Janka, by wyznaczył mi jakieś zadanie i to był strzał w dziesiątkę. Janek pracował jednoczesnie nad trzema projektami i pozwalał mi towarzyszyć w swojej pracy prawie przez cały czas. Był przy tym wymagający i chętnie tłumaczył dokładnie, o co akurat chodzi w tym, nad czym pracujemy (tj żeby nie było tak, że on mi powie tu coś dodaj, tam pomieszaj a ja nie wiem, o co chodzi), pytał mnie więc często np.: co wiem o enzymach restrykcyjnych? itp. Wiedziałam całkiem sporo o wielu rzeczach, ale jeśli czegoś nie wiedziałam to bardzo chętnie mi opowiadał, rysował schematy, tłumaczył i  nie denerwował się, ani się nie niecierpliwił i chyba radziłam sobie nienajgorzej, bo nawet mnie czasem pochwalił :). Tak więc drugie półtora tygodnia towarzyszyłam mu prawie bez przerwy, a nawet więcej - Janek pozwalał mi często samej wykonywać całe zadania od początku do końca: klonować DNA, transformować geny, izolować DNA i wiele innych zadań, przychodząc jedynie, co jakiś czas, sprawdzić jak sobie radzę, a kiedy skończę, zinterpretować wyniki i wytłumaczyć mi je dokładnie. To było po prostu dla mnie świetne! Sama używałam przy tym wszystkich potrzebnych mi urządzeń: wirówek, termo bloku itp. a jeśli czegoś nie wiedziałam, to mogłam spytać dowolnej osoby w laboratorium. Naprawdę te praktyki dużo mnie nauczyły, pozwoliły mi się też ,,oswoić" bardzo z pracą w laboratorium. Kiedy musiałam już opuścić to miejsce, to mi tak jakoś smutno się zrobiło. 



Co jednak jest w tym najlepsze? To jakie fantastyczne rzeczy w życiu można robić! jednym z takich przykładów były dla mnie właśnie te praktyki! Pracujące tam osoby  przychodzą tam  z taką chęcią, już nie mówiąc o tym, co robią. Praca taka jest przy tym bardzo twórcza (to nie jest proste powielanie przykładów), gdyż żeby odkryć dane przeciwciało, czy własciwości danego białka, wyizolować coś itd. należy dobrać odpowiednie warunki reakcji, odczynniki (opierając sie nieraz na literaturze naukowej, niemniej jednak możliwych kombinacji są nieraz tysiące), a radość, kiedy cokolwiek się uda naprawdę może być wielka. Dla studenta II roku Biologii wiele rzeczy, które tam zobaczyłam, były po prostu ,,WOW" (bo wiadomo, jak bywa na uczelni: tu ,,obcięli" godziny, tu coś się wykonuje jedynie w grupach,  nie można samemu użyć wirówki itp.) To był naprawdę fantastyczny czas i duża szansa, którą myślę wykorzystałam dobrze :) 

 

O napisanie opinii o przebiegu praktyki poprosiłam Janka, w końcu to on mnie najwięcej nauczył, za co bardzo jestem mu wdzięczna. Na zakończenie tej notatki napiszę, że kiedy podziękowałam wszystkim za to, że mogłam towarzyszyć w ich pracy, na koniec zaś Jankowi odbierając przy tym "kartę- opinię" i mówiąc, że bardzo dziękuję, bo wiele się nauczyłam, a czas spędzony tu był dla mnie wielką szansą, za to że tyle mnie nauczył, poświęcił mi czas... Janek odpowiedział z uśmiechem: ,,Nie ma sprawy. Ja tym samym  spłacam swój, że tak powiem: ,,dług społeczny", bo też miałem kiedyś świetne praktyki". :)

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

terenówki

sobota, 20 kwietnia 2013 8:41

 

      Ponad tydzień temu byliśmy (moja grupa na studiach) na obowiązkowych terenówkach. Chociaż na ogół nie przepadam za tymi zajęciami, gdyż są nieraz nudne, męczące i często się na nich marźnie, to ostatnie były naprawdę ciekawe, wystarczająco, by o nich napisać. 

      Miejscem terenówek była stacja badania ptaków w  Kuźnicy ( na półwyspie Helskim). Dojazd o tej porze roku na Hel to koszmar z uwagi na remont torów, ale  było warto. Stację stanowiło kilka namiotów w lesie (obóz) i siatki do łapania ptaków rozwieszone w okolicy między drzewami. Na stacji pracują obrączkarze, którzy znakują ptaki w ramach  tzw. Akcji Bałtyckiej, która trwa już 50 lat, a podczas której oznakowano już i wprowadzono do komputerowej bazy danych ok 2 000 000 ptaków! Ptaki w Polsce obrączkuje się tylko w ramach tej akcji. Patki są obrączkowane na całym świecie i kiedy taki ptak przyleci z jednego kraju do drugiego, to nie jest ponownie obrączkowany przez specjalistów z danego państwa, a jedynie rejestrowany, dzięki czemu stacje na całym świecie mogą wymieniąc się danymi i obserwować wędrówki ptaków i ich życiorysy (tylko ponoć Rosjanie mają z tym problem, bo dokładają i tak już oznakowanym ptakom swoje obrączki). Każdy ptak ma w końcu swój niepowtarzalny numer na obrączce (coś jak pesel), a w Polsce oprócz tego napis POLAND GDANSK. 

      Praca obrączkarza jest ciekawa, choć nie tak łatwo nim zostać, gdyż trzeba zdać egzamin państwowy. Znakuje się praktycznie wszystkie ptaki: wróblowate, drapieżne, morskie, łabędzie, kaczki, sikorki, bieliki, mysikróliki, zimorodki, czaple... prócz gołębi (no i pewnie kur domowych);P.  Co godzinę przegląda sie siatki i zanosi się złapane ptaki do obozu. Każdy ptak jest mierzony, ważony, określa się też jego płeć, poziom tłuszczu, wiek, następnie obrączkuje i wypuszcza na wolność. 

    Jako studenci chodziliśmy na ,,obchód" i zanosiliśmy złapane ptaki do obozu, a po ich zaobrączkowaniu przez obrączkarzy wypuszczaliśmy na wolność. Mieliśmy niesamowite szczęście, pogoda była piękna i sikorki  po prostuj szalały ( swoją drogą to straszne nerwusy z nich :D), tak więc złapaliśmy: mnóstwo sikorek, mysikrólika, pełzacza i... krogulca!

      I chociaż ptaki nie należą do moich szczególnych zainteresowań (w końcu to nie koty ;P) ale te terenówki były naprawdę bardzo interesujące ;)

 

ja z sikorką bogatką :)

 

 

krogulec

 

 

 

drugie zdjęcie krogulca 

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  10 877  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Prowadzę tego bloga, bo wiem, że życie pisze niesamowite historie, nieraz słodko - gorzkie historie, ale na pewno piękne. Od nas zależy jak przyjmiemy i czy wykorzystamy w sposób piękny to, ...

więcej...

Prowadzę tego bloga, bo wiem, że życie pisze niesamowite historie, nieraz słodko - gorzkie historie, ale na pewno piękne. Od nas zależy jak przyjmiemy i czy wykorzystamy w sposób piękny to, co nam się przytrafia. Prowadzę tego bloga w przekonaniu, że życie samo w sobie jest piękne i jest( samo w sobie) sensem istnienia. Tak po prostu...

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 10877
Wpisy
  • komentarze: 261
Bloog istnieje od: 2274 dni

Lubię to